2009-04-15

Nirwanę – rewolucyjny ideał duchowy Buddy niełatwo było pojąć nawet współczesnym mu mieszkańcom Indii. O ileż większym wyzwaniem jest dla dzisiejszego człowieka Zachodu.
Nie jest ani wieczną błogością, jak mówią guru New Age’u, ani połączeniem świadomości jednostkowej z kosmiczną jak sądzą Hindusi, ani też zjednoczeniem duszy z Bogiem jakby chcieli ci, co bez Stwórcy nie wyobrażają sobie duchowości.
Nirwana, czyli wygaśnięcie.
Według nauk Buddy - przynajmniej w interpretacji najstarszej szkoły buddyjskiej theravady - nie dotyczy niczego co znamy ze zwykłego życia. Ani to ciało, ani umysł. Ani żaden z elementów tych dwóch zjawisk. Ani brak istnienia. W takim razie co? Coś innego.
Od czasów przebudzenia Buddy pod drzewem figowym ponad 2500 lat temu nirwany poszukują setki milionów ludzi, mimo, że pewna buddyjska legenda nie daje im złudzeń – doprowadzenie do przebudzenia to najtrudniejsze wyzwanie jakie można sobie wyobrazić.
Gdy asceta Śakjamuni nie był jeszcze oświecony, po sesji medytacji nad rzeką położył pustą miskę żebraczą na wodzie i rzekł: „Jeśli mam zostać Buddą niech ta miska popłynie pod prąd”. Popłynęła i – dla pokoleń buddystów - stała się ważnym symbolem. Ktoś kto chce doświadczyć przebudzenia musi pójść pod prąd każdej społeczności, każdej kultury, więcej - wystąpić przeciw swojej biologiczności, swojemu istnieniu w postaci jaką zna od urodzenia.
Tylko czy przekaz zawarty w tej starej legendzie dociera do współczesnych buddystów?
(fragmenty mojego artykułu z „Polityki”, dodatek „Sztuka Życia” - 23.03.2009)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz